Szukaj inspiracji wszędzie, by potem stać się inspiracją dla innych.

Chwilę by napisać znalazłam w pociągu Regio z Ptuszy do Poznania (tym pociągiem jechałam chyba 3 tygodnie temu, ale byłam tak zakręcona studiami, że dopiero teraz mam czas by to dodać).
Warunki średnie, bo dwie wycieczki szkolne siedzą obok mnie. Ale sama pamiętam jaki kiedyś to był szał, jak się jechało pociągiem. Przyznam się szczerze, że pierwszy raz jechałam nim dopiero w wieku 16 lat!! Pytając rodziców mówili mi, że parę raz jeździłam gdy byłam mała, ale nic z tego nie pamiętam. Tak więc wtedy faktycznie byłam podekscytowana, tym bardziej ze jechałam nad morze.
Ale myślę, że nie była to tak wyjątkowa podróż na wpis ;), choć w sumie podczas niej min. spałam pierwszy raz pod gołym niebem (komary pożarły mnie prawie żywcem) i były to moje pierwsze wakacje z paczką przyjaciół…
Ostatnio jestem ciągle w podróży, a co za tym idzie- śpię w różnych łózkach (bez podtekstów ;)). Stęskniłam się nawet za moim akademickim twardym materacem. Dobrze, że chociaż zamykam się w jednej strefie czasowej.
Jelenia Góra, Warszawa, dom, Poznań, Budziszewko, Bydgoszcz, Złotów i Tarnowiec… w ciągu 7 dni, nie jest nudno w ogóle. Przez to tak mało czasu, by usiąść i napisać coś więcej niż licencjat.
W zeszła środę w Warszawie miałam przyjemność uczestniczyć w I Kongresie Inspiracji, o którym dowiedziałam się zaledwie tydzień wcześniej. Wtedy również byłam w Warszawie, a konkretniej w nietypowej „Klubokawiarni Pożytecznej”, ponieważ pracownikami tego miejsca są osoby z niepełnosprawnością umysłową. Jeśli ktoś z Was chciałby się tam wybrać, zapraszam na ulicę Nowy Świat 58. Kawa jest duża i ceny adekwatne, coś słodkiego też się znajdzie, a do tego obsługa zrobi wszystko, byle byście dobrze się czuli. Przemiły klimat! Wychodząc z tego miejsca, wzięłam ulotki i właśnie jedna z nich reklamowała Kongres, a ja nawet nie sądziłam, że naprawdę tam będę. Tę szaloną decyzje podjęłam w przeddzień konferencji, o północy, a podróż zaczęłam już o 3:47 do Wrocławia, skąd blabla carem udałam się do Warszawy (tak mnie brało na spanie, że nawet nie przejmowałam się ciągłymi drzemkami w pozycji na rybę- czyt. z otwartą buzią). Przed 10:00 dotarłam na miejsce z plecakiem i dwiema torbami, obładowana jak osioł lub, jak mówię częściej, cygan ;)
Gdy weszłam do środka, pomyślałam sobie: „ach, to dlatego bilety były takie drogie!”. Kongres był świetnie zorganizowany, na bardzo wysokim poziomie. Z prelegentów znałam tylko Marka Kamińskiego, jednak reszta okazała się również niesamowitymi ludzi. Od samego początku było ciekawie. Prowadzący, chcąc przełamać lody, poprosił nas byśmy przywitali się z osobami siedzącymi obok, których nie znamy w ogóle. Mieliśmy się przywitać w taki sposób, w jaki witalibyśmy przyjaciela po latach i nagle wszyscy zaczęli się rzucać sobie na szyję i ściskać. W sali od razu krążyła pozytywna energia i każdy wiedział, że to będzie wyjątkowy dzień.
Pierwszy prelegentem był Piotr Voelkel. Nie myślałam nigdy o designie, ani posiadaniu wielkiej firmy, ale osiągnięcia tego mężczyzny były imponujące! By przybliżyć sobie jego życiorys i nagrody, wygooglowałam sobie jego postać w internecie i wiem, że naprawdę można czerpać z niego inspirację. Podczas jego wystąpienia wynotowałam sobie ważne słowa: Czym mierzymy wartość drugiego człowieka?
– Tym ile jest w stanie dać siebie dla innych.

Kolejnym prelegentem był Marek Kamiński. Przybliżył nam swoją historię z podróżą. U niego chęć odkrywania świata zakwitła już, gdy był małym chłopcem. Był na tyle odważy, by w wieku 15 lat popłynąć statkiem do Afryki, a w wieku 20 lat odwiedzić Meksyk. W trakcie studiów z kolegą zwiedzili mnóstwo miejsc: od Helsinek, Sztokholmu, przez Hamburg, Sofię, Grecję, aż po Turcję, podczas jednej podróży autostopem! Oczywiście tego wszystkiego było jeszcze więcej. Jestem w trakcie czytania jego książki „Warto podążać za marzeniami. Moja podróż przez życie„ . W środku mam imienną dedykację od pana Marka i zdążyłam zamienić z nim parę słów.

marekJego opowieści potwierdziły mi jeszcze bardziej to, że jest on niesamowitym człowiekiem, bo wyobrażacie sobie żeby pokonać 770 km w 72 dni i w ten sposób zdobyć Biegun Północny, gdzie temperatura wynosiła około -60C?! Gdy było -30C Marek rzekł: „myśleliśmy, że jesteśmy na plaży”. Przy tym trzeba każdego dnia ciągnąć sanie, które ważą 150 kg! Kurczę, nadal w to nie wierzę. Ale to był dopiero początek przygód z biegunami. Tego samego roku Pan Marek zdobył samotnie Biegun Południowy z wyspy Berker Island i pokonał 1400 km w 53 dni, gdzie tam temperatura dochodziła do -90C. Na podstawie jego wypraw nakręcono mnóstwo filmów, on sam wydał paręnaście książek, do tego wszystkiego założył on Fundację, która zajmuje się programami edukacyjnymi, zbiórką pieniędzy na protezy dla potrzebujących oraz organizacją obozów dla osób niepełnosprawnych. Nie sposób nie wspomnieć także o podróży w 2004 roku- wraz z niepełnosprawnym Jasiem Melą zdobyli oba bieguny Ziemi. Jeśli kogoś interesuje ta historia, która naprawdę musi być niesamowita, to odsyłam Was do lektury Kamińskiego „Razem na biegun”. Historia Jana Meli jest cholernie inspirująca, myślę że tym co zrobił i co udało mu się osiągnąć (a zdobycie Biegunów to nie wszystko), stał się symbolem inspiracji i nadziei na lepsze, bardziej normalne życie (ciężko mi to ująć) wśród osób niepełnosprawnych, ale też ludzi, którzy pozornie nie są niepełnosprawni czy ograniczeni, ale te ograniczenia mają W SOBIE! Mogłabym o nich dużo pisać, bo naprawdę są prawdziwym źródłem inspiracji do życia, podróży, pomagania innym, łamania wszelkich barier i wielu innych.

bloog
Na scenie pojawiła się kolejna intrygującą , jaką jest Weronika Milczewska . Zrobiła na mnie niesamowicie pozytywne wrażenie. Była tak prawdziwa, że mogłabym ją słuchać cały czas. Otóż marzyła o tym, by poznać Masajów i udało się jej to- pojechała do Ameryki Środkowej i spełniła swoje marznie. Nie jak ja ona sobie to wyobrażała, że majańscy szamanie będą z wielkim turbanami na głowach i wymalowanymi twarzami, wykrzykiwać zaklęcia, podzielą się z nią całą swoja kulturą i przedstawią swój kalendarz. Było całkiem odwrotnie, ale Weronika nie poddała się, cierpliwie podporządkowała się pod ich świat i kulturę, w ten sposób udało jej się do nich dotrzeć.Podczas tej wyprawy podróżowała, również w głąb siebie i nauczyła się „podtrzymywać ogień”. Więcej o jej podróży możecie przeczytać w książce „Na początku jest koniec”.

Kongres dał mi tylko potwierdzenie mojej myśli, że inspiracje należy czerpać ze wszystkiego wokół nas, by potem stać się inspiracją dla kogoś innego :)
Czasem najbardziej brakuje nam odwagi i blokuje nas strach przed porażką.
Jeśli kiedykolwiek będzie Wam się wydawało, że czegoś nie możecie, że Wam się nie uda, że nie jesteście tego warci, warto się zastanowić, bo czasem naszym jedynym ograniczeniem nie są pieniądze czy czas, lecz my sami!
Póki się nie spróbuje, to skąd wiesz jaki będzie efekt? Czy naprawdę warto zrezygnować już na początku? Wiadomo, że nie! :)
Na szczęście nie mam takiego myślenia, ale może komuś pomogę odblokować tę barierę, która jest w nim. Więc śmiało, szanuj życie i żyj, bo życie gna do przodu, nie zatrzymuje się. Nie bój się, nie myśl za dużo, nie analizuj. Tylko żyj! I ciesz się z tego, że żyjesz!

W głowie mam milion pomysłów, tysiące planów na podróże i przez to, że każdy dzień traktuję wyjątkowo, staram się wyciskać z niego jak najwięcej.
Kongres dał mi tylko potwierdzenie mojej myśli, że inspiracje należy czerpać z wszystkiego wokół nas, by potem stać się inspiracją dla kogoś innego :)

11 comments on “Szukaj inspiracji wszędzie, by potem stać się inspiracją dla innych.
  1. trzeba ryzykować i odkrywać odkrywać:) Ja dzięki temu rzuciłam wszystko i wyjechałam do Azji w nieznane, spędziłam wiele lat pracując i podróżując, niezapomniane doświadczenie, które trwa:)

    • Imponujące, gratuluje odwagi i wytrwałości :)
      Azja to dla mnie odległe marzenie, ale pewnie kiedyś tam dotrę.
      A Ty gdzie dokładnie byłaś ?

    • Zgadza się, świetnie to wspominam :)
      Każdy kto szuka choć trochę inspiracji powinien uczestniczyć w takim wydarzeniu.

  2. Takie kongresy potrafią nas mocno zainspirować, dać pozytywnego powera do działania. :) U mnie też powstaje tysiące planów podróżniczych, ale ich realizacja będzie mogła odbyć się dopiero za jakiś czas. :)
    Bookendorfina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>