Albanii ciąg dalszy… Saranda

Po co tam właściwie podróżujemy?
Odpowiedzi jest tak dużo ile osób byśmy zapytali. Jedni chcą odkryć nowy kawałek świata, inni odpocząć i leżeć na leżaku przy hotelowym basenie, a jeszcze inni zapuszczają się w samotne podróże z plecakiem na plecach. Ktoś musi mieć ofertę all inclusive, obowiązkowo transfer z lotniska, lecz znajdzie się też osoba, która liczy na dobroć kierowcy i potrafi przemierzyć tysiące kilometrów, śpiąc w namiocie i jedząc puszki konserwowe.

Do każdej podróży trzeba się przygotować: kupić przewodnik, poczytać w Internecie… Można się nieźle przestraszyć, gdy przeczyta się informacje na stronie MSW (często są mocno podkoloryzowane), można się też konsultować z innymi, którzy zwiedzili już miejsce, które nas interesuje, (ale pamiętajmy by nie kierować się tym, aż tak bardzo, bo ile ludzi – tyle opini!). Każdy podczas podróży zbiera swoje indywidualne doświadczenia, przeżywa inaczej różne przygody, ale np. jeśli chcecie zapytać skąd odjeżdża autobus albo ile kosztuje bilet do muzeum, to raczej odpowiedz dwóch różnych osób powinna być taka sama.

Znam osoby, które bukują bilet i następnego dnia lecą w podróż, ale też i takich co z wielomiesięcznym wyprzedzeniem planują podróż. Nikt nic nie poradzi na to, że ma się tylko dwa tygodnie urlopu, no jedynie że jest się studentem- trochę lepiej wygląda to z czasem, ale za to gorzej z finansami.
Saranda
Albanii ciąg dalszy…
Moja podróż do Albanii była trochę ucieczką od rzeczywistości, chęcią wypoczynku, ale przede wszystkim ogromną ciekawością tego kraju i ludzi tam żyjących. Tym razem opiszę Wam południowe wybrzeże, a dokładniej miasto które nosi nazwę Saranda.
Od lat jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Albanii, cieszy się dużą popularnością nawet wśród Polaków. Pierwszy raz byłam tam wczesną wiosną, gdzie na bulwarze nie mijało się turystów Zupełnie inaczej wygląda to w sezonie… Ludzi jest tak dużo, że trzeba wciągnąć brzuch i przykleić ręce do ciała żeby przejść, serio! Restauracje są przepełnione ludźmi, gra muzyka i unosi się zapach smażonych ryb i owoców morza w sosie z białego wina (na samą myśl o tym ślinka mi cieknie), czas płynie, a nikt nie patrzy na zegarek, jak to na Albańczyków przystało. Po drodze mijamy kelnerów, którzy zapraszają nas do środka, pozdrawiając nas słowami: „dobry wieczór” z ogromnym uśmiechem na twarzy. Między nogami przeplatają się cygańskie dzieci, żebrzące pieniędzy lub zaglądające pod spódniczki dziewczynom. Można usiąść na kamienistej plaży i zobaczyć odbijający się blask miasta w ciemnej tafli wody, a w oddali świecące światła z pobliskich wysepek Ksamilu. Odprężyć się możemy w klimatycznych barach, serwujących naprawdę pyszne alkoholowe koktajle z albańskimi rytmami w tle.wieczorna saranda
Śniadanie najlepiej smakuje na ławce przy morzu, w jego skład wchodzi byrek, czyli ciasto filo w które zawinięte są np. szpinak, biały ser, mięso czy wiele innych produktów. Obowiązkowo do tego musi być dhallë, czyli słonawy, rozcieńczony jogurt. Jest to połączenie idealne i nie wyobrażam sobie, by ktoś tego nie spróbował będąc w Albanii.
Po śniadaniu czas na plażowanie (gdy nie ma sezonu to i tak trzeba zaliczyć kawę przy pięknej plaży). W Sarandzie w centrum miasta kursują podmiejskie autobusy, które prowadzą na różne plaże, aż po Butrint, ale o nim to będzie osobny post 
Bilety na autobus nie kupuje się w kiosku czy u kierowcy. W autobusie jest specjalny pracownik, który osobiście i sprzedaje bilety. Jeśli chodzi o wybór plaż, jest on dość spory: jedne są blisko od przystanku, do innych trzeba trochę pomaszerować. Dobrym rozwiązaniem jest podróżowanie samochodem, wtedy można odkryć dzikie plaże z dala od tłumu turystów, jakich możemy zastać w Ksamilu (w którym znajdują się najbardziej oblegane plaże w Albanii). W sezonie ludzie zbierają się nawet od 7 rano, by zając sobie leżak i parasolkę, nie ma tu czegoś takiego jak zagradzanie sobie swojego ręczniczka parawanem, zapewne spora cześć Polaków wstała by jeszcze szybciej i zaklepała sobie miejsce właśnie parawanem (i do tego lodówa z żarciem i plażujemy! dobra już kończę nabijanie się z polaczków cebulaków).
Na upalne dni proponuję do picia frappe, czyli kawę rozpuszczalną z odrobiną mleka, cukru i z kostkami lodu, przyszykowana w shakerze, albo też klasyczną czarną kawkę. Nad głową mamy błękitne niebo, no i oczywiście słonce (podobno w Sarandzie jest rocznie około 3000h słonecznych każdego roku <3).
Gdy zgłodniejmy, możemy liczyć na tanie i przede wszystkim, świeże owoce morza. Oprócz tego z mięs mamy do wyboru cielęcinę, jagnięcinę, no i nawet wegetarianin coś dla siebie znajdzie. Kuchnia albańska jest przepyszna i mogłabym o niej opowiadać i pisać bardzo dużo, bo kocham jedzenie! Czyli pewnie o jedzeniu też napiszę.
z zachodzącym słońcem
Pozostawiam Was z niedosytem i powiem tylko tyle, że bilet na kolejna podróż (nie mówię gdzie) już kupiony, a co lepsze… jest on w jedną stronę!

P.S.

Gdzie planujecie Wasze podróże? :)

6 comments on “Albanii ciąg dalszy… Saranda
  1. Witam
    Z tego co wiem jesteś młoda studentka bez pracy
    I zostawia mnie skąd bierzesz pieniądze na takie podróże

    • Witam edzio-lodzik ! :)
      Zapraszam do wnikliwej lektury mojego bloga min. tam znajdziesz odpowiedź na twoje pytanie :))

  2. Kama! Jak nie teraz te podróże to kiedy? Czytając Twoje kolejne wpisy, przypominam sobie swoje podróże… I od razu chce się znowu być w tych miejscach :)

Odpowiedz na „Kamila BAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>