Choroba. Odpoczynek. Ciekawostki.

Widok wschodzącego słońca za mobilonami
Po ciężkich tygodniach pracy, podczas których przez zmienne warunki pogodowe nabawiłam się zapalenia zatok, czułam się o tyle fatalnie, że udałam się wraz z naszą pośredniczką do lekarza.
Trochę mnie to wykosztowało z lekami i musiałam do tego wziąć 3 dni wolnego, oczywiście bezpłatnego, ale zdrowie było najważniejsze.
Wizyta u lekarza nie różniła, aż tak bardzo od wizyty w Polsce. No poza tym ze podczas niej, nie zrozumiałam, ani słowa oraz tym że pod koniec dostałam wielki rachunek za wizytę i kolejna wielka kartkę, która okazała się recepta na leki. Z drugiej strony cieszyłam się nawet, że trochę odpocznę, pośpię dłużej, poczytam coś i nabiorę sił do dalszej pracy.

Mimo, iż podczas choroby mogłam spać dłużej to budziłam się rano, ponieważ reszta ekipy tuż po wstaniu, nie wyobrażała sobie rozpoczęcia dnia od piosenek disco-polo (Ci co mnie dobrze znają, wiedzą jaką z „radością” reaguje na ten rodzaj muzyki).
Kultowymi hitami było „Z Tobą być, byś tulił mnie w ramionach„, gdy tylko przypomnę sobie tą piosenkę w głowie pojawia mi się cała melodia, no i oczywiście największy hit, najbardziej pasujący co ekipy i całego pobytu „Piwo moje paliwo”.
Zupa chmielowa była nie odłącznym elementem dnia, była dla niektórych jak glukoza czy nawet tlen potrzebny do procesów życiowych i oddychania ;)

Podczas gdy dochodziłam do zdrowia, sprawowałam swoje obowiązki jako „kura domowa”, więc obiadki dla moich chłopaków, czekały na nich tuż po pracy. Ale też znalazła czas, by pooglądać seriale.
IMG_8948
Ten czas szybko się skończył i trzeba było wrócić do pracy.
Podczas jednego z niedzielnego targu wydałam paręnaście euro na coś co, co nigdy nie pomyślała bym, że może mnie tak uszczęśliwić.
Mianowicie były to piękne, wykonane z niesamowitego i niepowtarzalnego materiału…
spodnie i peleryna ! Idealne do pracy w deszczu. Ta gumowa płachta, nie raz mnie uchroniła, co „ważne” idealnie pasowała do moich czarnych krótki kaloszy, kupionych przed wyjazdem z Polsce ;)
We Francji najczęściej w niedziele, organizowane są targowiska na których można kupić starocie oraz też nowe rzeczy, czy ubrania. Raz udało mi się upolować czarne trampki Vansy, zupełnie nowe. Gdy spytałam o cenę kobieta odpowiedziała 5 euro i wtedy zdałam sobie sprawę, że ona nawet nie orientuje się ze są to buty firmowe, więc zaczęłam się z nią targować, efekt był taki ze kupiłam je za jedyne 2 euro. Dobrym zakupem był też kubek termiczny, czy brokatowa lampka na USB, która w sumie większość czasu jest w szafce, ale podobała mi się i była za 50 centów ;)

Fenomenem niedzielnym, we Francji jest to, że sklepy są zamknięte. Ewentualnie do południa otwarte są duże markety. W pozostałe dni tygodnia na czas przerwy obiadowej, czyli od 12.00 do 14.00 lub nawet 14.30 sklepy również są zamykane. Jest to czas przeznaczony na obiad, odpoczynek, trochę czasu z rodzina i potem dalej do pracy. Podczas zakupów udało mi się zauważyć, że niektórzy Francuzi płaca nie gotówka, czy karta, a …. papierowym czekiem. Noszą przy sobie małe notesiki z wyrywanymi czekami. Jest to u nas jak i w innym państwach, rzecz już nie spotykana.
Gdy jest się w sklepie, czy na ulicy ciężko jest się dogadać z Francuzami po angielsku, dlatego że oni tak uwielbiają swój ojczysty język. Nie przykładają uwagi do nauki innych języków, a jak znają chodź trochę angielskiego, to nawet się do tego nie przyznają i z wielkim trudem przechodź im on przez gardło, bo to przecież Ty jesteś w ich kraju i to Ty masz mówisz w ich języku.
Inna sprawa są restauracje czy bary, tam ze względów na turystów, pracownicy używają języka angielskiego, czy nawet potrafią powiedzieć kiła słów w innych językach by zaimponować turystom.
Osoby z którymi pracowałam, były Polakami, więc nie rozwinęłam mojego francuskiego, jego poziom zatrzymał się na liczbach i podstawowych zwrotach. Przyznam, że nigdy jakoś nie podobał się ten język, ale podczas przysłuchiwania się w mieście ludziom bardzo mi się spodobał (czego niestety nie mogę powiedzieć o moim szefie, który mówił w okropny sposób, wręcz krzyczał)
Podczas mojego pobytu jeden z artystów śpiewający w języku francuskim- Stromae wydał płytę, kupiłam bez zastanowienia. Zakochałam się w niej i słuchałam jej tak często, że nauczyłam się piosenek na pamięć, ale muszę podkreślić to, że były to moje wersje, bo pewnie daleko im było do oryginału francuskiego.
Posłuchajcie mojej ulubionej:

http://https://www.youtube.com/watch?v=oiKj0Z_Xnjc

P.S
Macie jakieś ciekawostki z Państw które odwiedziliście ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>