Od tego się zaczęło. Francja (nie)elegancja

Bias

Jedząc croissanta i popijając kawę, na drugie śniadanie zastanawiałam się jakie miejsce opisać. Zdecydowałam się na Francję, bo to właśnie ta podróż rozbudziła we mnie dużo odwagi i chęci poznawania świata.
Zaczęło się to tak..
Siedząc u koleżanki z domu zadzwoniła o mnie ciocia z dość nie typową propozycja: nie chcesz jechać do Francji na truskawki ? Zaskoczyło mnie to pytanie, ponieważ miałam już po części zaplanowany wyjazd do pracy w Szkocji, zastanawiałam się jak to pogodzić. W ciągu kilku dni, załatwiłam wszystkie papiery, pakowałam się, a wieczorami zastanawiałam się na co, tak naprawdę się piszę.
Tydzień później siedziałam w samochodzie z 3 facetami, z czego jednego z nich widziałam raz (potem okazał się moim „bratem” mowie na niego tak do teraz ;)), drugiego widziałam pierwszy raz na oczy, a trzeci był mi bliski. Podróż do południowo-zachodniej części Francji zajęłam nam 24h, po drodze poznawaliśmy się wzajemnie i ja uparcie próbowałam nauczyć się kilku słówek po francusku. Gdy dotarliśmy do naszej małej wioski Bias, mijaliśmy pole na którym zobaczyliśmy wielkie folie. GPS pokazywał, że jesteśmy u celu , więc powiedziałam na głos: no za chwilę się okaże ze będziemy spać po tymi foliami.
I tak się stało, pod foliami były schowane domki holenderskie, nazywane przez nas mobilonami. Następnie moją uwagę zwróciło to, że nie widziałam tam żadnej kobiety, sami faceci i w dodatku każdy trzymał puszkę piwa w ręce. Moja pierwsza myśl: ciekawe jak ja z nimi wytrzymam ?! Na szczęcie okazało się, że wśród naszych mieszkańców mobilonów, oprócz mnie była jeszcze jedna kobieta. Nigdy nie spytałam jej o wiek, ale mogłabym być jej córką, mimo różnicy wieku szybko załapałyśmy kontakt. Stałym jej tekstem było: ale łodlot ! Z czasem stało się to naszym hasłem przewodnim i nawet dźwiękiem na sms’a.

Wystarczyło kilka dni, godziny pracy w słońcu i deszczu, kolejne godziny spędzone po pracy, by chłopacy okazali się moimi najlepszymi kumplami. Każdy dzień wyglądał podobnie wstawanie przed wschodem słońca, robienie moim chłopkom słynnego jajka z makaronem na boczku i do pracy. Pierwszy dzień w pracy nie rozpieścił nas pogodą, przywitał nas deszcz i nasz przełożony Polak, który wytłumaczył nam, na czym będzie polegać nasza praca. Poznaliśmy też naszego koordynatora-Francuza, który nigdy się nie uśmiechał i wyglądał trochę jak Hitler. Okazało się, że sezon zbierania truskawek już za nami, a naszym zadaniem jest zbieranie pozostałych pędów, wiązanie ich w pęczki po 20 sztuk i tak w kółko. W południe zabrzmiał jakiś dziwny dzwon, który nie pojawił się już nigdy więcej, ale my zaratowaliśmy sobie, że oznacza on rozpoczęcie przerwy „w tym obozie pracy”. Przerwa trwała zawsze do godziny 14-tej. Każdego dnia, podczas niej jedliśmy obiad, o ile jedzenie z puszki można nazwać obiadem ;) Po tym pysznym posiłku i zebraniu sił, zaczynaliśmy z powrotem liczenie pęczków ( z czasem liczenie weszło mi tak w krew, że gdy myłam zęby lub naczynia liczyłam każdy ruch, raz zdarzyło się, że przed snem zaczęłam liczyć swoje oddechy, wtedy zorientowałam się, że fajnie by było odpocząć, bo to już przesada). Prace kończyliśmy o godzinie 17-tej. I tak wyglądały moje pierwsze 3 tygodnie.
Na odpoczynek mieliśmy czas w sobotnie popołudnia po pracy i całe niedziele. Czasem udało nam się zwiedzić sąsiednie miasta, pchle targi, jeziora czy nawet największą wydmę Europy ( o tym też napiszę ;)). W między czasie poznawaliśmy mnóstwo ludzi z zakątków Polski. Były to studentki min. prawa, młodzi ludzie pragnący w szybkim czasie zarobić, ludzie w średnim wieku, którzy przyjeżdżali do Francji od lat. Byli tak wprawieni w pracy, że udawało im się bić rekordy i to z bardzo dużym profitem. Muszę też wspomnieć, że nasza praca była na akord, musieliśmy wyrabiać „normę” . Nie udawało mi się to zbyt często, ale miałam partnera w parze który mi pomagał i jakoś wspólnie dawaliśmy radę. Momentami było ciężko, wyobraźcie sobie kucać czy klęczeć tyle godzin w ogromnym słońcu, czasem nawet w ulewnym deszczu, czy nawet burzy. Każdy przyjechał tu z konkretnym celem: dorobku, wiec trzeba było dać radę. Zmęczenie, obolałe plecy i zdarte paznokcie rekompensowane nam były wspólnie spędzonym czasem po pracy jak i upragnioną wypłatą (swoją pierwszą wypłatę w 80 % straciłam na zakupach w Andorze, o tym kolejny wpis ;))
Ogromnie się cieszę, że zdecydowałam się na ten wyjazd, był totalnym szaleństwem, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana !
Była to totalna szkoła życia, mieszkać w „plastikowym domku” z 4 facetami na powierzchni mniejszej niż jeden salon w domu, pracując ciężko 6 dni w tygodniu, będąc ponad 2 tysiące kilometrów od domu, podczas gdy wszyscy znajomi pływali w jeziorkach, czy jedli rybę nad Bałtykiem, ja zyskałam coś więcej, niż pieniądze. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy nie raz zastępowali mi rodzinę, ludzi z którymi przeżyłam niezapomniane 3 miesiące. I zyskałam coś najważniejszego: wiarę w siebie.

P. S
Macie jakieś doświadczenia w pracy za granicą ?

Piękna okolica

4 comments on “Od tego się zaczęło. Francja (nie)elegancja
  1. Praca za granicą to z pewnością jedno z najlepszych doświadczeń w naszym życiu! Tak jak piszesz, to nie zarobione pieniądze się liczą, tylko coś znacznie większego- mądrość, której nie nabędziemy w ciepłym biurze za komputerem.
    Moje pracujące wakacje za morzem wspominam równie wspaniałe. To właśnie pobyt na obczyźnie pozwala nam zweryfikować to na ile tak naprawdę nas stać.
    Bardzo się cieszę, że przywiozłaś ze sobą tak wiele wspaniałych wspomnień, a przede wszystkim uśmiech i coś, czego nikt Ci nie odbierze. Życzę jak najwięcej takich podróży! Pamiętaj, że to co spontaniczne jest najbardziej niezapomniane ;)
    Z niecierpliwością czekam na obiecane wpisy!

    • Wow dziękuje za takie mądre słowa.
      Można stwierdzić, że praca za granica jest budująca w wielu aspektach życia.
      Zgadza się, najczęściej tych najbardziej niezapomnianych chwili nie da się zaplanować, więc czasem warto ryzykować i poddać się spontanicznym decyzją, tym bardziej kiedy jest się młodym, bo niestety często z wiekiem człowiek coraz bardziej analizuje, myśli i przez to nie jest taki spontaniczny jak kiedyś.
      Ciąg dalszy Francji wkrótce :))

  2. Ja nie bardzo mogę sie wypowiedziec na temat podróżowania powiązanego z pracą, ale…sama wiesz, że ja łącze zwiedzanie ze spełnianiem mojej drugiej (a w sumie to pierwszej, bo najważniejszej!) pasji. Chciałoby sie powiedziec „przyjemne z pożytecznym” jednak w moim przypadku można powiedzieć jedynie „przyjemne z przyjemnym”! :D

    • Haha, no tak w Twoim przypadku faktycznie takie stwierdzenie jest najbardziej trafne.
      To jest niesamowite uczucie jak można pasje połączyć z podróżami, a w Twoim przypadku za każdym razem wracać z pucharem. Nic tylko gratulować Tobie i Twoim psom (dzieczynom :p) :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>